po egzaminie, pisałam z głowy a można było ściągać jak złoto i kurtynka znowu mam dylemat czy te moje wypociny wystarczą. Głęboko wierzę, że uda się zaliczyć. Kurcze ta sesja to dramat ogrom materiału a wydawałoby się, że będzie łatwiej.
W sobotę Mocherek miał imieniny, w sumie nic nie planowaliśmy bo o 17 miałam egzamin, ale wpadł do nas mój brat, zrobiłam zakupy szybkie w tesco i w 30 minut naszykowałam niezłą biesiadę. Na drugi dzień chłopcy ledwo żyli, ale obaj zadowoleni z imprezki a to najważniejsze.
Wczoraj także rozmawiałam z moją Mamcią (byliśmy u rodziców na obiedzie) i powiedziałam jej, że nie wiem co chcę w życiu robić. Na bycie nauczycielką polskiego już za późno musiałabym kolejne studia rozpoczynać, kupę kasy znowu wyłożyć. A tak zostałam z ręką w przysłowiowym nocniku, bo kierunek, który kończę nijak się ma do moich zainteresowań. I tak nie wiem nawet jakiej pracy szukać :D i to jest dramat. Pół nocy wczoraj nie spałam, łaziłam po domu do 3 nad ranem, potem położyłam się do łóżka ale niewiele to dało. 
Tak, zdecydowanie należę do osób za dużo myślących, stąd wniosek albo zabiorę się za coś, co wypełni mi czas tak, by nie myśleć, albo nie wiem.
Dołujące jest to, że obie ósemki na górze mi rosną stłaczają pozostałe zęby, ze praktycznie dzień w dzień boli mnie głowa, ale panika przed zębolnią jest większa. M stwierdził, że po 10 (czytaj wypłacie) pójdziemy do zębolni, zrobimy prześwietlenie i uradzimy z chirurgiem co dalej… jak sobie pomyślę, że czeka mnie kolejne chirurgiczne wyrywanie zęba to robi mi się słabo i coraz częściej rozważam wyleczenie i wyrwanie zębów pod narkozą. Usypiasz oni cię maltretują, budzisz się co prawda obolała, ale bez stresu i nerwówki. Mamcia krzyczy na mnie, ze to niebezpieczne, ale co gorszego może mnie spotkać, no może ok, ale trudno ryzyk fizyk raz się żyje. Mała strata w razie czego.
W ramach dzisiejszej akcji pt: dzisiaj nie rozważamy, nie martwimy się, nie myślimy” popylam od rana z odkurzaczem, szmatą i mopem, rąk już nie czuję. Nawet fugi w przedpokoju szczoteczką do zębów wyszorowałam. W tle nastwiłam sobie ostatnio moją ukochaną ściężkę dźwiękową do „Sagi Zmierzchu: Księżyc w nowiu”, depresyjność tych kawałków dobrze wpływa na odegnanie mych smutków, po przesłuchaniu całej płyty włączam ściężkę dźwiękową do „Zmierzchu” (hihihi), a tam fajne, rockowe kawałki i humor od razu wraca, a smutki razem z potem ulatują w kosmos. 
Siedzę teraz ledwo żywa, bo przy okazji sprzątania tyłkiem w rytm muzyki pokręciłam. Za to mieszkanie aż lśni ;)
Chyba smerfnę do wanny, kąpiel z pianą i booskim olejkiem na pewno mnie maksymalnie zrelaksuje.
Buziaki Kochane i dziękuję Wam za wsparcie sesjowe, ostatnio kciuki pomogly, mam nadzieję, że i tym razem się uda :)