ech ostatni tydzień to totalna mega masakra. W piątek rzuciłam wypowiedzenie umowy o pracę, szlag mnie trafiał co zaczęło się dziać w pracy, do tego masa bezpodstawnych oskarżeń i głupie teksty współpracowników. Wszystko ma swój kres i moja cierpliwość również, bo ile razy można wracać zaryczaną do domu? Zdrowie mi siadało to psychiczne oczywiście i w końcu się wkur*** i powiedziałam koniec. Odrzucono moje wypowiedzenie, miała być rozmowa w poniedziałek, nie było jej. Dałam sobie spokój jak się nic nie zmieni to oficjalnym torem jutro składam raz jeszcze wypowiedzenie i kochani będę bezrobotna.
Cóż poza tym, między nami sielanka i to taka, ze hoho ;) szukamy powoli auta bo bez bryczki jak bez ręki, ale się nie napalmy zbytnio. Szukam też intensywnie jakiegoś kompletu wypoczynkowego do salonu, ale nic mi się nie podoba, a jak już mi coś w oko wpadnie to drogie jak diabli. W końcu zdecydowałam się na firanki do sypialni, znalazłam takie, które choć trochę sprostały moim wyobrażeniom. NAdal mam jednak problem z salonem. Póki co wiszą rolety, ale co dalej? Nie wiem.
Ja znowu, jak zwykle zresztą, na ostatnią chwilę zostawiłam sobie napisanie 3 rozdziału. Dzisiaj miałam wolne i „pociłam” się intensywnie czego efektem jest marne 3,5 strony :/ A czasu do niedzieli coraz mniej. Wariatka jestem jak nic, ale co tam podołam. Postanowiłam nie zmieniać poprzednich 2 rozdziałów,a niech kobita spada ja uważam że są dobre i nie będę nic mącić.
Zmykam tymczasem na filmosa i do wyrka :) 
P.S. za błędy przepraszam chyba już nie widzę wyraźnie po całym dniu wlampiania się w lapka