buildingamystery blog

Twój nowy blog

stop klatka

4 komentarzy
jakoś ostatnio kiepsko sypiam, albo zasnąć nie mogę albo jak już zasnę to męczą mnie koszmary. Jestem pewna, że to w wyniku sytuacji w pracy, której dałam 2 szansę i właściwie bardziej sobie wmawiam, że będzie lepiej niżeli tak jest w rzeczywistości. „Co przyjdzie kaktusowi z tłumaczenia wszystkim, że w środku jest miękki?” Otóż pogrąży się bardziej. Wczoraj oglądałam z Mocherem wstrząsający mnie film „Krzyk sowy” i powiem Wam, ze w pracy często czuję się podobnie jak Robert w ostatniej ze scen tego filmu. Niewinny, a jednak uwikłany splotem zdarzeń, kłamstw, fałszu, nienawiści i zazdrości pod koniec sam już sobie nie wierzy,a fakty świadczą przeciwko niemu. Naiwność dziecka i złośliwy los, czy może bezkresna głupota.
Jesienne aura w tym roku cwanie mnie ominęła, cieszy mnie mroźny chłód,ale bez śniegu, pluchy i lodu. Jestem co prawda ostatnio częściej zmęczona, ale na szczęście odpukać zdrowa. Kuleżanka mi się spóźnia, co mnie martwi bo 7 miesięcy regularnie i du** nie śmiem marzyć o ciąży, zresztą zrobiłam test i nieestety. Pozostaje zwalić to na stres albo parszywą oznakę choroby.
Zadziwiające jest, ze doła nie mam. Trzymam się dzielnie. Mam nadzieję, że moje silne barki i radość w sercu, którą rozniecam co chwila będą wystarczające i nikt i nic nie będzie w stanie złamać tej siły i nie zdmuchnąć płomyczka rozpromieniającego serduszko w ciemności problemów.

Mieszkanko tak cudownie w koońcu zaczyna nabierać smaczku, ostatnio upolowałam sporo ciekawych dodatków, muszę jeszcze znaleźć jakiś fajny materiał na zasłony do salonu. Taak nareszcie umyśliłam 2 opcje wystroju okna, które tak długo mnie męczyło swoją bezwstydną golizną. W grudniu Mocher pod rygorem powieszenia na grzejniku ma mi zamówić rolety, że o obrazach w salonie, które nota bene wiesza mi już blisko 8 miesięcy już nie wspomnę. Postawiłam sobie za punkt honoru, że w te święta mieszkanko będzie dopracowane na tyle na ile kaski wystarczy. Zostały w zasadzie totalne pierdoły:
1. drzwi się robią,
2. korona przy podłodze w korytarzu 
3. oświetlenie salonu
4. podwieszenie sufitu – korytarz
5. rzucenie jakiegoś kolorku na ściany taaak w korytarzu :D
6. skoro drzwi to i progi
Także jak widać na załączonej liście mam małą apokalipsę w białym, dużym korytarzu, bez szafy, szafeczki za to z nędznym, zresztą brzydkim wieszakiem na kurtki i sterczącym w zwinięty żałośnie węzełek kablem do oświetlenia podwieszanego sufitu. Tak to wygląda jak sobie człowiek durnie wymyśli, że a tam wprowadzamy się a potem powoli będziemy remontować i wykańczać. Najgłupszy pomysł świata, bo później tolerujemy niedoróbki, nie zauważamy niedociągnięc, a na końcu wstyd przed ludźmi :D ot motywacja, a co tam :D Koniec końców plan mam ciekawam tylko co z tego wyjdzie, ale tfu tfu nie zapeszamy :)
Zmykam tymczasem do wyrka.
P.S. Cieszę się, że odnadujecie mnie w sieci żuczki moje Kochane :* Buziaki

zmianowo

4 komentarzy
ech ostatni tydzień to totalna mega masakra. W piątek rzuciłam wypowiedzenie umowy o pracę, szlag mnie trafiał co zaczęło się dziać w pracy, do tego masa bezpodstawnych oskarżeń i głupie teksty współpracowników. Wszystko ma swój kres i moja cierpliwość również, bo ile razy można wracać zaryczaną do domu? Zdrowie mi siadało to psychiczne oczywiście i w końcu się wkur*** i powiedziałam koniec. Odrzucono moje wypowiedzenie, miała być rozmowa w poniedziałek, nie było jej. Dałam sobie spokój jak się nic nie zmieni to oficjalnym torem jutro składam raz jeszcze wypowiedzenie i kochani będę bezrobotna.
Cóż poza tym, między nami sielanka i to taka, ze hoho ;) szukamy powoli auta bo bez bryczki jak bez ręki, ale się nie napalmy zbytnio. Szukam też intensywnie jakiegoś kompletu wypoczynkowego do salonu, ale nic mi się nie podoba, a jak już mi coś w oko wpadnie to drogie jak diabli. W końcu zdecydowałam się na firanki do sypialni, znalazłam takie, które choć trochę sprostały moim wyobrażeniom. NAdal mam jednak problem z salonem. Póki co wiszą rolety, ale co dalej? Nie wiem.
Ja znowu, jak zwykle zresztą, na ostatnią chwilę zostawiłam sobie napisanie 3 rozdziału. Dzisiaj miałam wolne i „pociłam” się intensywnie czego efektem jest marne 3,5 strony :/ A czasu do niedzieli coraz mniej. Wariatka jestem jak nic, ale co tam podołam. Postanowiłam nie zmieniać poprzednich 2 rozdziałów,a niech kobita spada ja uważam że są dobre i nie będę nic mącić.
Zmykam tymczasem na filmosa i do wyrka :) 
P.S. za błędy przepraszam chyba już nie widzę wyraźnie po całym dniu wlampiania się w lapka
pięknego, deszczowego popołudnia wracam z pracy, zachodzę na pocztę, odbieram 3 listy,a w nich madnaty każdy po 200zł i 4 punkty karne. Szczęka mi opadła i z płaczem wróciłam do domu. Dwa z nich w jednym dniu zrobione, fuck. Żebyśmy jeszcze jeździli jak wariaci, mieli super furę. 3 razy przekroczona prędkość o 23 km. Siedzę teraz zdołowana, zdjęcia z wakacji jakie otrzymałam nie nastrajają optymistycznie. Mój Ojciec się śmieje, że z naszą jazdą emerytów dostaliśmy aż 3 mandaty to musieliśmy mieć mega pecha. 
Kurcze kicha megastyczna, a my właśnie odebraliśmy piękne krzesła i stół do salonu, a do tego szafę do sypialni, nie wiem jak ja wysupłam taką gotówkę na mandaty… maaaasakra i tyle.
A co poza tym.
Miłość kwitnie, nie pamiętam żebyśmy się tak fajnie dogadywali, nawet jak się posprzeczamy to za moment się godzimy. I tak ma zostać już zawsze :) 
Teraz siedzę sobie na kanapie, popijam pyszne winko i trawię przepyszne tortille, które zrobiliśmy z Mocherkiem na obiad. Fantastycznie jest i już, nie myślę o problemach… nie myślę o problemach… nie myślę o problemach :P

tygodniowy skrót

1 komentarz
minął tydzień męczący, po pracy przymus wewnętrzny do pisania pracy, pięknie zwieńczyłam ten tydzień super 2 rozdziałami. W sobotę uczelnia, wieczorkiem imprezka u moich najukochańszych rodziców :) w niedzielę studia i du*** blada. Moja promotorka raptem zmieniła wizję mej pracy, a ja myślalam, że ją zdzielę tymi 2 rozdziałami po głowię i wyjdę z fochem. No osłabiła mnie kobieta. Nie dość, że nie czyta w ogóle tego, co napiszę to zmienia na każdym seminarium konspekt pracy i zdecydować się nie może. Powoli mnie to zaczyna denerwować, a chyba bardziej męczyć. Przy licencjacie wypracowałam fajny konspekt z promotorką, która do żadnego rozdziału nie miała żadnego zastrzeżenia a mnie się fajnie pracowało. Teraz meczę się i miotam jak mucha w pajęczynie. Najbardziej mnie irytuje fakt, że w sumie nie wiem o co jej chodzi…
ale to nic dam radę, jestem pewna, że w końcu uda mi się zadowolić mą niezdecydowaną promotorkę.
Tydzień ten choć ciężki zakończył się jednak fantastycznie. Imprezka u rodziców w gronie mojego rodzeństwa i Mocherka, było fantastycznie, mam rewelacyjnych rodziców!!! 
Piątek również przyniósł niespodziewane zmiany. We wtorek daliśmy ogłoszenie o sprzedaży auta i co tu kryć pchelątko psuło się bez przerwy, w pip pieniędzy poszło w naprawy, zmęczeni tym stanem ogłosiliśmy je do sprzedaży windując kwotę, z której możnaby trochę zejść. I tak z buforem do opustu pojawił się klient, napalony jak szczerbaty na suchary, nic mu nie przeszkadzało,z ceny zeszliśmy symbolicznie a i tak chłopak aż skakał z radości.  I tak zostaliśmy bez auta i bez problemu.
Mamy niewątpliwego pecha w kupnie aut. Zawsze trafiamy na jakiś trefny egzemplarz, ładujemy kasę, naprawiamy i gdy nam się już cierpliwośc kończy po „wtopieniu” mnóstwa kasy odpuszczamy. Powiem szczerze boję się już kupować auto z 2 ręki, na nowe nas stać nie jest, a nawet jeśli byśmy się zdecydowali to pewnie też bym się bała. Tak to już jest. Ja mam w głowie lexusa, Mocher mercedesa albo najlepiej alfę. I mesio i alfa się kurtynka psują a części drogie, a lexsus no sorry nie wydam 300 000 tysięcy na auto nawet, gdybym je miała.
hehehe także pomykam na stópkach do pracy, gubię kilogramoski po drodze i póki co firmówka Mocherka służy nam jako auto a jaaa… no cóż marzę po nocach o seksi lexusie i na tym pozostanę :)
aa nie wiem czy wiecie, ze mój Mocher choć potrafi mi ciśnienie podnieść jak nikt jest najfajniejszym facetem pod słońcem ;)
Buźka

:) sprawdzone

3 komentarzy
jak ja ubóstwiam niespodzianki :)
Tak się negatywnie nakręciłam na weekend, że upłynął zajefajnie :) Fakt, że szkoda tych dni i nie poszłam do przodu z magisterką, ale za to tak maksymalnie naładowałam akumulatorki, że dziś po pracy zdążyłam pojechać do uczelnianej biblioteki, wystałam sie najpierw w korku na drodze, potem w kolejce do „okienka”, wrócilam do domku, zjadłam obiadek, dzielnie zasiadłam do kompa i dałam czadu :D
Weekend mimo, iż momentami dla mnie ciężki, kolejna „ciężarówka” w moim otoczeniu, to śmiechom nie było końca, a już myślałam, że ciężko będzie po tak długim czasie nie widzenia się odbudować dawne relacje. Zaliczyliśmy spacer po starówce, wizytę w muzeum, napad na targowisko ciuchowe i spacerek w kroplach jesiennego deszczu.
Wieczory kinowo-imprezowe, KC24 na wszelki wypadek i balangowało się super. B zabroniłam cokolwiek pomagać, wyłożyłam ją na kanapie a sama zagoniłam facetów naszych do kuchni, by pod moim czujnym okiem powstało żarełko na biesiadę. Hehe moje zdolności przywódcze są doprawdy zaskakujące, kurczak wyszedł boski, rosołek także, ba nawet w menu były: sałatka, zapiekanki i nalesniki z masą bitej śmietany i owocami. Ja oczywiście naleśników nie tknęłam, bo sam zapach cukru mnie do szału doprowadza, ale za to cebulki marynowane i kukurydza wcinałam chyba jako jedyna :D
Goście wyjechli dziś o 1 w nocy, została mi po nich karteczka z podziękowaniami na lodówce i bardzo serdeczne i ciepłe wspomnienia. Tylko zdjątek nie mamy prawie wcale, gdyż w tym całym ferworze zapomnieliśmy o aparacie kompletnie :P
Dziś Mocher skwitował wizytę słowami: nareszcie normalni ludzie :D ale nie dziwne, że po tamtej historii tak się uprzedziliśmy. Grunt, że dziś od rana w pracy rozpierała mnie energia, dzień zleciał szybko, dużo podgoniłam pisanie pracy i jeśli utrzymam tempo to w niedzielę oddam obiecane 3 rozdziały. tfu tfu nie zapeszam
Wynurzyłam się przed chwilą z kąpieli, mnóstwo piany, mydlane serduszka, cud zapach, nabalsamowana czuję się bosko :) zaraz smerfnę do naszego mega wygodnego i najfajniejszego łózia, dam Mocherowi buziaka i poczytam książkę. Żyć nie umierać :)
za literówki przepraszam, nawet nie chce mi sie sprawdzać pisowni… wrzucam na luz i zmykam…

kolejna wizyta

1 komentarz
to jakaś plaga nooo… W czwartek odbieram telefon od mojej świadkowej i co słyszę? ano to, że jutro czyli dziś do nas przyjeżdżają i zostają na weekend wrrrrrrrrr akurat teraz kiedy ja mam wolny weekend i mogę pisać dalej magisterkę. Ech nie lubię jak mnie ktoś tak zastrzela wiadomościami. Mówiłam,że „pracuję”, że Mocher pracuje i że kiepski termin bo muszę skończyć 3 rozdziały, ale gdzie tam skwitowała, ze mam to zrobić dziś, czyli wczoraj :/
I tak dzisiaj nic nie szykuję, kompletnie żadnego żarcia nie zrobiłam, siedzę nabuzowana, bo miałam inne plany a oni mi się bez mydła na 3 noce zwalają, ale jak ja byłam w okolicach ich domu na wakacjach to nas nawet na imprezkę nie zaprosili.
Cały weekend zmarnowany, nie mam ochoty nikogo tak długo gościć a do tego nie zgadniecie, ona też jest w ciąży :( 
tak skaczę z radości.
Stwierdziłam, że nic a nic się nie naszykuję, bo byłam w pracy, jestem zmęczona i  w gruncie rzeczy nikt ich nie zapraszał.
Może to jest wredne, ale trudno. 
Niedługo będą właśnie dzwoniła, że droga masakra i w ogóle same narzekania, coś czuję,że ten weekend będzie stracony. najbardziej mi szkoda czasu, który jak człowiek jest wyspany i nie musi lecieć do pracy może poświęcić pisaniu magisterki.
I tak du*** blada.
ale nic to zaprosiłam w ramach koła ratunkowego mojego Brata i jak oni nawalą i będą narzekać to ja jak nic sobie to odbiję i niech zapomną, że im pozwolę spać w naszej sypialni. hehehehe
miłego weekendu :)
 Kantadeska,gratuluję raz jeszcze
znamy się z D. już kawałek czasu, poznałyśmy się w pracy, przyjechała do mnie na szkolenie i tak wspólny język załapałyśmy. Jawiła mi się jako osoba bezkompromisowa, wyszczekana, waląca szczerością prosto w twarz bez mrugnięcia okiem, nawet trochę chamska, ale mimo to dogadywałyśmy się. Raz imprezka u nas, raz u nich, nasi mężowie się zakumplowali i było git.
Odkąd się przeprowadziliśmy kontakt z racji odległości nieco osłabł, jednakowoż był. 
Pięknęgo poranka w sobotę, będąc w pracy odbieram telefon, dzwoni D, że za godzinę są u nas. Ja w szoku, gdyż D w 8 miesiącu ciązy tłucze się autem blisko 700km z 3 letnim dzieckiem. Myślę sobie ok, trochę masakra, bo ja w pracy, zdąże jedynie ogarnąć lekko mieszkanie i już będą.Okazało się, że z czasem nas trochę oszukała bo pojawiła się nie za godzinę a dopiero pod wieczór tego dnia, jednak niespodzianka miałam, ale inną. Przyjechała natomiast z psem! Nie pytając mnie o zdanie, wparowała z psem, a na moją sugestię, że pies będzie spał na balkonie, bo jest lipiec i ciepło, ona się obruszyła. Ok myślę sobie, nie będę wkurzać kobiety w ciąży zgodziłam się na tę jedną noc modląc się, by nic sie nie stało meblom itp. Wieczorkiem imprezka, pies załatwiał się gdzie chciał a mnie trafiał szlag. Na drugi dzień pojechaliśmy na wycieczkę po mieście, zrobiłam zakupy, kupiłam owoce ona nic, a to do niej nie podobne. Zjedliśmy obiad, była niedziela, zgodnie z tym, co mówili mieli wyjechać w poniedziałek rano. Już w niedzielę wieczorem wkurzyła mnie na maksa bo zabroniła mi palić we własnym domu, nie żebym jej w twarz dmuchała, wychodziłam do kuchni, ale i to jej nie pasowało, kazała mi wychodzić na balkon!!!! Poczułam się jakbym nie była u siebie normalnie. Ale nic to przemęczę się jeszcze te kilka godzin i z głowy, a tu suprise!!! Zostaliśmy poinformowani, że zostają jeszcze 2 dni!!!!! ja myślałam, ze z krzesła spadnę, tak siię wbijać na chatę z psem, bez zapowiedzi! Już kiedyś wpadli do nas znajomi z dziećmi 2 i 3 letnimi,na wczasy na tydzień, jeść im dawaliśmy z grzeczności, sami tuż przed ślubem mnóstwo załatwień, Mocher co dzień do pracy a Ci najeść sie nabrudzić i poszedł nad morze a ja jak ten cieć już im wtedy nie potrzebna. Zostawili po sobie pamiątke, pomazane ściany czekoladą wrrr Wracając do tematu, nie odezwałam się nic, wieczorem pościeliłam łóżka i poszliśmy spać. Rankiem obudziłam się pierwsza, wchodze do pokoju po ciuchy a tu chlap mam nogę w moczu psa!!!! Ciśnienie mi skoczyło, wchodze do łazienki i tak coś niewyraźnie widzę, zdejmuję okulary i to, co zobaczyłam myślałam,że się popłaczę, szkła porysowane, zauszniki pogryzione jedna wielka masakra. Poryczałam się… Zebrałam sie z M do pracy, 8 godzin minęlo, myślę sobie pewnie obiad zrobili, ha wpadamy na chatę a tam pusto, gosci nie ma, zostały jednak rzeczy, więc pewnie gdzieś wybyli. Zabrałam się za obiad, narobiłam kotletów na 2 dni myśląc sobie, że będę mieć z głowy. W między czasie przyjechali, ja na wejściu oznajmiłam,ze ten pies jeśli już ma przebywać w moim mieszkaniu to wyłącznie na balkonie, pokazałam im moje okulary, a właściwie to co z nich zostało. Nie odezwali się ani słowem.
Podałam obiad, kotlety na 2 dni w ilości 12sztuk poszły wszystkie!!!! Po obiedzie D. oznajmiła, że czuje się urażona i zniesmaczona i oni wyjeżdżają. No myślalam, ze padnę, w 10 minut spakowali swoje rzeczy. Na parkingu usłyszałam, że mam jej przesłać rachunek za okulary.
Minęło trochę czasu, mój budżet nie zakładał takiego wydatku, same szkła kosztują 180zł a gdzie oprawki. I tak we wrześniu zrobilam sobie okulary, bo bez nich ani pracować przy kompie nie mogę ani autem jeździć. Cały wrzesień zastanawiałam się czy wysłać D ten rachunek za okulary, bo ona wkrótce po wizycie u mnie urodziła dziecko i głupio mi było jej dowalać tym rachunkiem. jednak myślę sobie a co tam i tak bym pieniędzy nie wzięła, ciekawiła mnie jednak jej reakcja.
Któregoś razu na gg, rozmawiając wtrąciłam, że odebrałam okulary od optyka i wstawiłam jej skan, jej reakcja 1. o kur**, 2. nie mam wolnych środków. Na tym rozmowa się skończyła. Od tamtej pory się nie odzywa.
Ciekawi mnie skąd w ludziach taki tupet, ja bym nie śmiała zwalić się znajomym z dzieckiem i psem bez zapowiedzi jak również przedłużać pobyt nie pytając o zgodę. Nie wyprosiłam jej wtedy, ona się obraziła, ze jej piesek ma spac na balkonie. Wielkie mi w lipcu kimnąć się psu na balkonie, może by mu korona nie spadła z głowy. Śmieszy mnie to jak błahe pierdoły mogą poważnie zarysować przyjaźń, o ile to w ogóle przyjaźnią można nazwać skoro taka rzecz mogła ją wymazać z kart pamięci…

zaległości

Brak komentarzy


Dużo się dzieje, zaliczyliśmy z Mocherkiem bankiet u mnie w
firmie, weekend zleciał, wczoraj byłam na uczelni a w tym czasie ślubny
pomalował,  W KOŃCU, dwie ściany w salonie, czym zakończyliśmy jego
remont, teraz tylko czekamy na zamówiony stół z krzesłami i narożnik wyleci na
śmietnik. W między czasie nasz komputer stacjonarny padł, ja w panice, bo
jestem w trakcie pisania magisterki i jak zwykle na ostatnią godzinę wszystko
zostawiam. Jak to ja, więc usidliśmy z Mocherkiem, zliczyliśmy nasze wpływy i wydatki
domowego budżetu i zdecydowaliśmy, a efektem tej decyzji jest śliczniuśny
laptop, na którym właśnie piszę. Żeby było śmieszniej, mój się strasznie
zaparł, a że studiował informatykę i dłuugi czas pracował jako informatyk to
rozkręcił stary sprzęt i siedział przy nim dotąd, aż go naprawił. :D Odmawiał
sobie i tak bardzo długo nowego sprzętu, zarzucił swą pasję, bo wiadomo jak
jest skoro mamy mieszkanie, w które trzeba chcąc nie chcąc trzeba ładować.
Wiadomo jak jest.
Cóż poza tym, jakoś leci.  Wczoraj byliśmy na imprezie urodzinowej mojego
Taty,w ramach prezentu zrobiłam mu tort. Myślę, że ładnie wyszedł.





No cóż tymczasem zmykam na chwilkę na uczelnię, na seminarium i potem na obiadzik do rodzinki, a potem, może chwila romansu z magisterką i wieczorek filmowy :)


ok bez bicia przyznaję, że uwielbiam filmy z Gerardem Butlerem, zwanym potocznie przez Mochera-Butelką. Toć to ideał, piękne, mądre oczy otoczone mgiełką zmarszczek, wyraźne usta, ech i te oczy, że nie wspomnę o umięśnionym ciele… no dobra, nic na to nie poradzę, że jak widzę film z nim to cmokam do ekranu :D
W niedzielę wyciągnęłam Mochera i E do kina, hehe na film „Ugly truth” zgadnijcie kto w nim gra…. tak tak tak boski Gerry no dobra pominę fakt, ze jak zobaczyłam w repertuarze kina ten film, to skakałam pod sufit, pominę, że popędzałam Mochera, żeby zdążyć na seans i że sama zapłaciłam za bilety i colę, że wygrałam najlepsze miejsca, że wierciłam się na fotelu w trakcie trwania reklam i, że jak tylko zobaczyłam Adonisa na ekranie znowu zaczęłam cmokać :D
no mam zboczenie noo

A tak, by the way, film świetny, genialne teksty, uśmiałam się do łez, a sądząc po odgłosach widowni, wszystkim się podobało.
Ja oczywiście wysnułam jeden wniosek, dlatego się każdemu podobało, bo grał w nim Gerard :D:D tu by pasowała emotka z gg <ściana> :D
tak pod tym względem jestem niereformowalna…

Mocherek już przywykł do tych moich akcji, a prawda jest taka, że jakby pominąć kolor i długość włosów, wiek i umięśnienie to Mocher niczym Gerard :) z czego włosy i wiek na plus dla Mochera, no sory budowa ciała na plus dla Gerarda. Sory Mąż nie można mieć wszystkiego :D

sobotnio

1 komentarz
mieszkanko od rana pucowałam, jest czyściutko, prania 3 nastawione schną :)
wieczorek filmowy z pysznymi kanapeczkami i drineczkami made by Mocher. Jest cudownie!!!!
Jak mieszkanko lśni ja się lepiej czuję :)
Wybraliśmy po 3 miesiącach wertowania katalogów z meblami stół do salonu, co do krzeseł to jeszcze próbuję przewalczyć moją opcję i myślę, że postawię na swoim. Ekspresowe tempo sobie narzuciliśmy, własnym kosztem, kosztem pochłanianego jedzonka i innych przyjemności, chcemy mieć już remont zamknięty maksymalnie w grudniu, żeby w jednym roku zamknąć prace. Fakt, faktem, że dopiero ostatnio wzięliśmy się ostro do pracy, ale myślę, iż wynika to z tego, że jak mam studia to mnóstwo pieniążków ucieka.
Jest cudownie,w końcu czuję, że jest tak, jak być powinno.
Praca, pracą, życie, życiem, grunt żeby na tej pochylni życia znaleźć równowagę…
zmykam do Mocherka i filmideł na dziś…

Buźka


  • RSS