wiem, panika to moje drugie ja podczas sesji.
Egzamin zaliczyłam, w sobotę mam ostatni. Jak uda się zdać to już z górki będzie.
Przeziębiona jestem, nie wiem kiedy zdążyłam się tak załatwić, ale ledwo siedzę. Głowa mi pęka i ogólnie jakoś tak niewyraźnie.
Przedwczoraj Sis do mnie na noc przyjechała, wczoraj cały dzień u mnie spędziła i fajnie było. Lubię jak mnie odwiedza. Wczoraj po pracy wpadła też Mamcia i we trzy laseczki sobie siedziałyśmy :) Moja Mama to chodzący anioł, fantastyczna kobieta. 
Piłyśmy zieloną herbatkę, Sis w pewnym momencie poszła do małego pokoju siadła do kompa Mochera i już jej nie było hehehe a my z Mamcią w salonie przeglądałyśmy nk, Mama opowiadała o swoich znajomych, o historiach z czasów kiedy chodziła do podstwówki. Chyba  z dwie godziny tak paplałyśmy hihi ocknęłam się na chwilę przed powrotem M, szybko nastawiłam kurczaka i z powrotem do plot. Potem szybki obiadek, Mamcia się uparła, że wrócą z Sis autobusem, jak się można spodziewać M na to nie pozwolił, ubraliśmy się i poszliśmy na parking. A śniegu u nas tyle, że masakra. Trzymałam Mamcię,żeby w poślizg nie wpadła a skończyło się na tym, że moje glany bardziej poślizgowe niż Mamci kozaki :D i kilka razy to ja bym leżała na glebie, gdyby mnie Mamcia nie przytrzymała :D
Jako rasowe babeczki zadecydowałyśmy, że jeszcze skoczymy na zakupy do hipka. Oczywiście Mamcik jak weszła to nam gdzieś od razu zginęła :D ale sprawnie nam poszło, biorąc pod uwagę fakt, że Mama spędza zawsze mnóstwo czasu na zakupach i ciężko ją wyciągnąć ze sklepu :D Odwieźliśmy dziewczyny do domu i wróciliśmy na chatę. 
W domku wieczór (raczej późny wieczór, bo wróciliśmy prawie o 22) z lampką wina i dobrą komedią. Uśmiałam się jak dziecko, polecam gorąco „Alvin i wiewiórki”. Rozbrajają mnie i to jak. 
A dziś rano dobra nowina, ze egzamin zdany, siedzę teraz przy czesławie, buszuję na necie, a powinnam się uczyć. Jak zwykle ciężko mi jest się zebrać do tego, ale myślę, że o 13 zasiądę i zacznę zakuwać na sobotni egzamin. 
A tak nawiasem mówiąc, Mocher się ze mnie nabija bo w domu panika bierze górę, chodzę po mieszkaniu, miejsca sobie nie mogę znaleźć, łzy z oczu lecą, dramat totalny :D ale jak zadzwoni spanikowana koleżanka, ja emanuję spokojem, pocieszam ją, że damy radę, że na pewno będzie dobrze. Zwykle kończy się na tym, że przez cały tydzień wydzwaniają do mnie koleżanki z roku, a ja ostoja spokoju (hahaha) je pocieszam. I jak to nazwać??
Dobra zmykam
P.S. dzięki Kochaniutkie za wsparcie. Ślę Wam ooooogromnego buziaka ;o) prosząc nieśmiało o ponowne trzymanie kciuków w sobotę