maaaaasakra!!!!!!
Wczoraj siedziałam po południu do 23 z nosem w notatkach, ściągi nawet zrobiłam :D ściągi dla mnie, jak ja nie umiem ściągać, ale Mocher stwierdzil, że raźniej mi będzie.
A dzisiaj szanowny p. profesor wpuszczał na aulę wyrywkowo z listy, rozsadzał ekstremalnie, kazał torebki złożyć na podeście, dawał swoje arkusze i zestawy. Siedziałam jak sparaliżowana, stres nawet w palcach u stóp czułam, koleżanka obok dostała zestaw patrzę do niej a tam świetne pytania, wszystko bym napisała. Otrzymałam swój zestaw i łzy mi w oczach stanęły. Jedno pytanie pikuś: oddziaływanie impulsów pieniężnych poprzez kanał majątkowy – napisałam, ale dalsze pytania dramat. Jedno gdzieś odkopałam wiedzę i coś dosłownie spłodziłam po swojemu wg własnego rozumowania, a mianowicie oddziaływanie długu publicznego na gospodarkę. Patrzę teraz w notatki to z grubsza, dosłownie z grubsza mam dobrze, ale nie uwzględniłam podziału tego oddziaływania na 3 kanały. Ostatnie pytanie… i tu zaczęły się za przeproszeniem „jaja”. W notatkach z wykładu na to pytanie miałam mało, właściwie nie było jednoznacznej na nie odpowiedzi. A to pytanie wśród osób na auli budzilo odruchy przerażenia i paniki. Wyobraźcie sobie moją minę. Myślałam, ze zemdleję normalnie. Ale siedzę, widzę jak reszta zżyna perfidnie, ja zaopatrzona w ściągi chyba bym umarła jakbym miała ściągać, mam wrodzony brak umiejętności ściągania :D I tak siedzę, patrzę bezwiednie na zestaw z pytaniami i myślę: ale wtopa, ja to zawsze muszę trafić na takie pogięte pytania. Jakbym była mądra to bym sie nauczyła itp. Gapię się na profesora, ten na mnie, patrzę obok jak reszta pisze. I myśle sobie, a w du** to mam piszę po swojemu i napłodziłam odpowiedź „w ciemno” na to 3 pytanie, totalnie popłynęłam swoim tokiem rozumowania, a nóż widelec mi to uzna.
Wyszłam z auli jako 3 osoba, reszta uhahana zżyna jak trzeba, ja ze łzami w oczach oddałam kartkę popędziłam do szatni i na dwór. 
Siedzę już w domu i jestem załamana. Nie wiem czy cokolwiek z tych moich wypocin pomijając jedno pytanie, na które napisałam dobrze, jest cokolwiek warte. Pukam się w czoło,bo mogłam się lepiej przygotować, zawsze tak jest. 
także w pełni świadoma jestem tego, że poprawka będzie jak nic, pewnikiem. Nawet nie zostałam poinformowana, kiedy bedzie ta poprawka, profesor powiedzial tylko, że wyniki i wpisy w czwartek. Jak kuzia wpisy jak ja tu poprawkę będę pisać :(  zeby mu chociaż do głowy nie przyszło zrobić tę poprawkę w następny weekend kiedy mam kolejny na masę trudny egzamin, na którym dopiero będzie rzeź niewiniątek. 
Kurcze gdybym chociaż ściągać potrafiła…
dzisiaj to się chyba normalnie upiję ;(
P.S. dziękuję Eternity za kciuki :*