buildingamystery blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2010

zaliczyłam

4 komentarzy
wiem, panika to moje drugie ja podczas sesji.
Egzamin zaliczyłam, w sobotę mam ostatni. Jak uda się zdać to już z górki będzie.
Przeziębiona jestem, nie wiem kiedy zdążyłam się tak załatwić, ale ledwo siedzę. Głowa mi pęka i ogólnie jakoś tak niewyraźnie.
Przedwczoraj Sis do mnie na noc przyjechała, wczoraj cały dzień u mnie spędziła i fajnie było. Lubię jak mnie odwiedza. Wczoraj po pracy wpadła też Mamcia i we trzy laseczki sobie siedziałyśmy :) Moja Mama to chodzący anioł, fantastyczna kobieta. 
Piłyśmy zieloną herbatkę, Sis w pewnym momencie poszła do małego pokoju siadła do kompa Mochera i już jej nie było hehehe a my z Mamcią w salonie przeglądałyśmy nk, Mama opowiadała o swoich znajomych, o historiach z czasów kiedy chodziła do podstwówki. Chyba  z dwie godziny tak paplałyśmy hihi ocknęłam się na chwilę przed powrotem M, szybko nastawiłam kurczaka i z powrotem do plot. Potem szybki obiadek, Mamcia się uparła, że wrócą z Sis autobusem, jak się można spodziewać M na to nie pozwolił, ubraliśmy się i poszliśmy na parking. A śniegu u nas tyle, że masakra. Trzymałam Mamcię,żeby w poślizg nie wpadła a skończyło się na tym, że moje glany bardziej poślizgowe niż Mamci kozaki :D i kilka razy to ja bym leżała na glebie, gdyby mnie Mamcia nie przytrzymała :D
Jako rasowe babeczki zadecydowałyśmy, że jeszcze skoczymy na zakupy do hipka. Oczywiście Mamcik jak weszła to nam gdzieś od razu zginęła :D ale sprawnie nam poszło, biorąc pod uwagę fakt, że Mama spędza zawsze mnóstwo czasu na zakupach i ciężko ją wyciągnąć ze sklepu :D Odwieźliśmy dziewczyny do domu i wróciliśmy na chatę. 
W domku wieczór (raczej późny wieczór, bo wróciliśmy prawie o 22) z lampką wina i dobrą komedią. Uśmiałam się jak dziecko, polecam gorąco „Alvin i wiewiórki”. Rozbrajają mnie i to jak. 
A dziś rano dobra nowina, ze egzamin zdany, siedzę teraz przy czesławie, buszuję na necie, a powinnam się uczyć. Jak zwykle ciężko mi jest się zebrać do tego, ale myślę, że o 13 zasiądę i zacznę zakuwać na sobotni egzamin. 
A tak nawiasem mówiąc, Mocher się ze mnie nabija bo w domu panika bierze górę, chodzę po mieszkaniu, miejsca sobie nie mogę znaleźć, łzy z oczu lecą, dramat totalny :D ale jak zadzwoni spanikowana koleżanka, ja emanuję spokojem, pocieszam ją, że damy radę, że na pewno będzie dobrze. Zwykle kończy się na tym, że przez cały tydzień wydzwaniają do mnie koleżanki z roku, a ja ostoja spokoju (hahaha) je pocieszam. I jak to nazwać??
Dobra zmykam
P.S. dzięki Kochaniutkie za wsparcie. Ślę Wam ooooogromnego buziaka ;o) prosząc nieśmiało o ponowne trzymanie kciuków w sobotę
maaaaasakra!!!!!!
Wczoraj siedziałam po południu do 23 z nosem w notatkach, ściągi nawet zrobiłam :D ściągi dla mnie, jak ja nie umiem ściągać, ale Mocher stwierdzil, że raźniej mi będzie.
A dzisiaj szanowny p. profesor wpuszczał na aulę wyrywkowo z listy, rozsadzał ekstremalnie, kazał torebki złożyć na podeście, dawał swoje arkusze i zestawy. Siedziałam jak sparaliżowana, stres nawet w palcach u stóp czułam, koleżanka obok dostała zestaw patrzę do niej a tam świetne pytania, wszystko bym napisała. Otrzymałam swój zestaw i łzy mi w oczach stanęły. Jedno pytanie pikuś: oddziaływanie impulsów pieniężnych poprzez kanał majątkowy – napisałam, ale dalsze pytania dramat. Jedno gdzieś odkopałam wiedzę i coś dosłownie spłodziłam po swojemu wg własnego rozumowania, a mianowicie oddziaływanie długu publicznego na gospodarkę. Patrzę teraz w notatki to z grubsza, dosłownie z grubsza mam dobrze, ale nie uwzględniłam podziału tego oddziaływania na 3 kanały. Ostatnie pytanie… i tu zaczęły się za przeproszeniem „jaja”. W notatkach z wykładu na to pytanie miałam mało, właściwie nie było jednoznacznej na nie odpowiedzi. A to pytanie wśród osób na auli budzilo odruchy przerażenia i paniki. Wyobraźcie sobie moją minę. Myślałam, ze zemdleję normalnie. Ale siedzę, widzę jak reszta zżyna perfidnie, ja zaopatrzona w ściągi chyba bym umarła jakbym miała ściągać, mam wrodzony brak umiejętności ściągania :D I tak siedzę, patrzę bezwiednie na zestaw z pytaniami i myślę: ale wtopa, ja to zawsze muszę trafić na takie pogięte pytania. Jakbym była mądra to bym sie nauczyła itp. Gapię się na profesora, ten na mnie, patrzę obok jak reszta pisze. I myśle sobie, a w du** to mam piszę po swojemu i napłodziłam odpowiedź „w ciemno” na to 3 pytanie, totalnie popłynęłam swoim tokiem rozumowania, a nóż widelec mi to uzna.
Wyszłam z auli jako 3 osoba, reszta uhahana zżyna jak trzeba, ja ze łzami w oczach oddałam kartkę popędziłam do szatni i na dwór. 
Siedzę już w domu i jestem załamana. Nie wiem czy cokolwiek z tych moich wypocin pomijając jedno pytanie, na które napisałam dobrze, jest cokolwiek warte. Pukam się w czoło,bo mogłam się lepiej przygotować, zawsze tak jest. 
także w pełni świadoma jestem tego, że poprawka będzie jak nic, pewnikiem. Nawet nie zostałam poinformowana, kiedy bedzie ta poprawka, profesor powiedzial tylko, że wyniki i wpisy w czwartek. Jak kuzia wpisy jak ja tu poprawkę będę pisać :(  zeby mu chociaż do głowy nie przyszło zrobić tę poprawkę w następny weekend kiedy mam kolejny na masę trudny egzamin, na którym dopiero będzie rzeź niewiniątek. 
Kurcze gdybym chociaż ściągać potrafiła…
dzisiaj to się chyba normalnie upiję ;(
P.S. dziękuję Eternity za kciuki :*

strach

1 komentarz
wpadam w panikę, panikuję, trzęsę portkami czy jak to inaczej nazwać. Jutro o 8 rano mam egzamin, jestem w proszku, nie opracowałam jeszcze całego materiału a to, co opracowałam mi się pomieszało i zrobił się kipisz. Jutro będzie masakra i to z użyciem tej sławetnej piły. Zachciało mi się studiów, jak ja mam tak przeżywać każdy egzamin to serce mi wysiądzie na koniec.
Nic czekam teraz na księdza, po się zachciało robić wizytę akurat dzisiaj kiedy ja powinnam się uczyć wrrrr a zapewne jak zasiądę do nauki to będzie dzwonek do drzwi i denerwuje mnie to, a w połączeniu z w/w paniką i faktem, że dostałam „koleżanki” czuję się  co najmniej porąbana.
Jest plus nie chodzę wściekła, nie drę się, nie wkurzam otoczenia, tylko siedzę i czuję w żołądku pralkę ustawioną na maksymalne obroty. Chciałabym to zdać i zapomnieć już się nie mogę doczekać obrony i rzucę tą naukę w kąt, pomyśleć, ze chciałam się doktoryzować, chyba mnie pogięło :D nie dam rady psychicznie znieść nacisku, nie ma szans.
ok panika się odzywa, paaaanika… wdech i wydech, wdech i wydech chcialabym, zeby już było po. 
Trzymajcie kciuki, błagam uniżenie, jutro o 8 rano i tak do 9 wytrzymajcie bo mi się to przyda i to jak. Jeszcze resztką głupiej nadziei przysiądę do nauki a co żeby mi się wszystko pomieszało albo wyprostowało. Z uwagi na fakt, iż egzamin jest rano pewnie nie będę w stanie wstać wcześniej i powtarzać a przydaloby się. MOże mi się uda wstać o 5 i ze dwie godzinki się pouczyć. 
Jak same widzicie walnęło mi na mózg i głupieję bez reszty. Tak strasznie się kurczaki martwię, ze obleję jakby świat się miał zawalić. Durne to jak diabli, ale cóż zrobić, moje drugie imię to paaanika …
zmykam, bo bredzę dokumentnie, napiszę jutro czy poszło czy nie…
paaaaaanikuję …

2 komentarzy
starcie 1:0 dla niej…
znowu…
nie mam siły…

ech

2 komentarzy
jestem zła na Mochera. I to jak. Ale od początku, jego matka kasy ma jak lodu i w grudniu nie zapraszała nas na święta, ocknęła się na tydzień przed świętami i jako argument użyła to, że ona kupiła sobie nowe auto i my możemy zabrać jej 2letnią renówkę. Ja osobiście po ostatnich przejściach z autem tego producenta mam dość. Oczywiście nie pojechaliśmy na święta a teściowa została z 3 autami. Męczyła MOchera aż w końcu ten pojechał w odwiedziny. Oboje zdecydowaliśmy, że w obliczu tego, iż ja zwolniłam się z pracy i niestety nie będzie więcej a mniej kaski w domu to nie weźmiemy tego auta, które swoją drogą raz, że nie pasuje nam a po drugie M używa firmowego i dobrze nam z tym było.
I teraz żeby bylo śmieszniej o 16 dzwoni Mocher, że wraca autem, którego miał nie brać to jeszcze z teściem. No myślałam, ze się wścieknę, ja mam egzamin w niedzielę, zakuwam jak głupia i specjalnie siedzę w domu, by się nie rozpraszać a ten mi gościa na 3-4 dni przywozi. Wiem, może to egoistyczne, ale kurde nooo ja mam sesję raz na pół roku, a ten ma głęboko w du*** że ja się uczyć muszę. A żeby było śmieszniej Mocher pójdzie do pracy na 10 godzin i co ja mam teścia niańczyć?? Zła jestem jak cholera.
Powiedziałam M, że ja jutro jadę do Mamy i guzik mnie obchodzi niech sobie radzą sami. Mama pracuje, Siostra do szkoły i będę mieć ciszę i spokój na naukę. Wkurza mnie, że nikt o mnie nie pomyśli, że dla mnie sesja to stres i potrzebny mi spokój.
Ech… brak słów. Poszłam do sklepu kupiłam wino i co? Próbuję się jakoś wyciszyć, żeby sceny nie zrobic. Swoją droga wkurza mnie, że mój mąż zawsze wybiera mamusię swą a nie żonę.  Myślałam, ze coś się zmieniło, ależ skąd. I tylko tekst: wiesz jak moja mama przeżyla, że nie chcę auta??? Cholera a czy któreś z nas kiedykolwiek powiedziało,że je chce?? Takie uszczęśliwianie na siłę. Niech komuś odsprzeda złoma i dorzuci nam do kuchni, czyli to,co teraz jest nam potrzebne ale niee. Ona wie lepiej. Wrrrr gotuję się cała.
WIem dla jednych z Was to fajnie dostać 2letnie auto, ale dla mnie ono do szczęścia kompletnie nie jest potrzebne, nie stać mnie na jego utrzymanie, ot zwyczajnie po prostu mnie nie stać.
Włączyłam sobie ścieżkę dźwiękową do „Księżyca w nowiu” i próbuję się wyciszyć….
w tym momencie chciałabym zniknąć, serio. Mam dość swojej teściowej, jej głupich gierek i durnych zachowań…. 
Wczoraj miałam pierwszy egzamin w sesji i powiem nieskromnie, ze dobrze mi poszedł. Ciekawe czy moje przeczucia okażą się słuszne.
Wczoraj także moja przyjaciółka miala urodziny. Pojechaliśmy z Mocherem, ale dziś widzę, że się biedak troszkę nudził, bo 4 baby były i dwóch facetów z czego ten drugi jakiś dziwny. A ja, a ja się ośmiałam i to jak, imprezka była super. E zrobiła pyszne danie, pochodzące z jej ojczystego kraju, postawiła wódkę i to ile :D matko aleśmy poszalały, a dzień miałyśmy na takie posiedzenie przedni :D Nawet teraz boli mnie szczęka po tych śmiechach :D Jedno jest pewne my jak się spotykamy to nie ma bata zawsze jest dobra impreza.
W tym tygodniu Mocherek chce w środę jechać do domu i wróci dopiero w niedzielę, ciągnie mnie ze sobą, ale wszyscy wiedzą jaką ja mam chęć spotkać się z teściową :P Także zostaję sama, ale nie do końca. Już umysliłyśmy, że zrobimy sobie biesiadę u mnie, przy dobrych komediach i dietetycznym żarciu :) Martini się chyba znowu poleje, a co :D
Jestem tak naładowana pozytywnymi emocjami, że obdarowałabym każdego smutnego :)
A tymczasem zmykam wywiesić prańsko i ogarnąć troszkę mieszkanko, coby świeciło czystością.
Buziaczki 
P.S. Madziulka, Linett i Eternity trzymajcie się jestem myślami przy Was
P.S.2 dziękuję za miłe komentarze dotyczące poprzedniej notki :) ten portal nie ma bezpośrednich odpowiedzi na poszczególne komentarze nad czym ubolewam troszkę
część pierwsza :)
okno w sypialni, coś niewyraźnie wyszło :/
wspominane świeczniki, którymi jestem zachwycona :)
troszkę inne ich ujęcie :)
stolik nocny również zdominowany foletem i czernią :)
no dobra kapa na łóżko i poduchy również fioletowe są
wychodząc z sypialni na korytarz widzimy to (właściwie to drzwi do sypialni, które stolarz zrobił w tym wstrętnym kolorze zamiast w wenge)
a to wyjście z salonu. Jak widać remont wciąż nie skończony :/
nasza choineczka tegoroczna stojąca w salonie. Niewyraźne, ale cieżko uchwycić piękno światełek
na dziś to tyle.
Sylwester kameralnie we dwójkę tak, jak chcieliśmy. Teraz chwila luzu i od jutra zakuwanie do pierwszego egzaminu w sesji. Pozdrawiam.

  • RSS