buildingamystery blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2009

titum titum

4 komentarzy
czas pędzi jak szalony. Intensywnie i inetensywniej i coraz bardziej intensywnie. Pęd niesamowity, nawet nie wiem jak ja to wytrzymuję :D
raz stabilizacja, raz pomieszanie z poplątaniem, do tego studia. Nawet nie wiem kiedy minęła mi jesień i już jutro grudzień.  
Wczoraj po całym dniu na uczelni, wróciłam do domu po 19 jak poległam w salonie to juz nie wstałam :P Mocher się śmiał, że coś tam gadałam, że niemalże ubrał mnie w piżamkę, ja ostro w półśnie popełzłam do łazienki umyć ząbki i jak padłam na łóżko w sypialni  to od razu usnęłam. Zmęczenie dało się we znaki, cały ubiegły tydzień praca, dom, pisanie pracy, sen i od nowa. Ten tydzień już spokojniej ale i tak szykuje się pracowity grudzień.
Melduję, że żyję a teraz zmykam na kanapę poodkładać tłuszczyk ;)

stop klatka

4 komentarzy
jakoś ostatnio kiepsko sypiam, albo zasnąć nie mogę albo jak już zasnę to męczą mnie koszmary. Jestem pewna, że to w wyniku sytuacji w pracy, której dałam 2 szansę i właściwie bardziej sobie wmawiam, że będzie lepiej niżeli tak jest w rzeczywistości. „Co przyjdzie kaktusowi z tłumaczenia wszystkim, że w środku jest miękki?” Otóż pogrąży się bardziej. Wczoraj oglądałam z Mocherem wstrząsający mnie film „Krzyk sowy” i powiem Wam, ze w pracy często czuję się podobnie jak Robert w ostatniej ze scen tego filmu. Niewinny, a jednak uwikłany splotem zdarzeń, kłamstw, fałszu, nienawiści i zazdrości pod koniec sam już sobie nie wierzy,a fakty świadczą przeciwko niemu. Naiwność dziecka i złośliwy los, czy może bezkresna głupota.
Jesienne aura w tym roku cwanie mnie ominęła, cieszy mnie mroźny chłód,ale bez śniegu, pluchy i lodu. Jestem co prawda ostatnio częściej zmęczona, ale na szczęście odpukać zdrowa. Kuleżanka mi się spóźnia, co mnie martwi bo 7 miesięcy regularnie i du** nie śmiem marzyć o ciąży, zresztą zrobiłam test i nieestety. Pozostaje zwalić to na stres albo parszywą oznakę choroby.
Zadziwiające jest, ze doła nie mam. Trzymam się dzielnie. Mam nadzieję, że moje silne barki i radość w sercu, którą rozniecam co chwila będą wystarczające i nikt i nic nie będzie w stanie złamać tej siły i nie zdmuchnąć płomyczka rozpromieniającego serduszko w ciemności problemów.

Mieszkanko tak cudownie w koońcu zaczyna nabierać smaczku, ostatnio upolowałam sporo ciekawych dodatków, muszę jeszcze znaleźć jakiś fajny materiał na zasłony do salonu. Taak nareszcie umyśliłam 2 opcje wystroju okna, które tak długo mnie męczyło swoją bezwstydną golizną. W grudniu Mocher pod rygorem powieszenia na grzejniku ma mi zamówić rolety, że o obrazach w salonie, które nota bene wiesza mi już blisko 8 miesięcy już nie wspomnę. Postawiłam sobie za punkt honoru, że w te święta mieszkanko będzie dopracowane na tyle na ile kaski wystarczy. Zostały w zasadzie totalne pierdoły:
1. drzwi się robią,
2. korona przy podłodze w korytarzu 
3. oświetlenie salonu
4. podwieszenie sufitu – korytarz
5. rzucenie jakiegoś kolorku na ściany taaak w korytarzu :D
6. skoro drzwi to i progi
Także jak widać na załączonej liście mam małą apokalipsę w białym, dużym korytarzu, bez szafy, szafeczki za to z nędznym, zresztą brzydkim wieszakiem na kurtki i sterczącym w zwinięty żałośnie węzełek kablem do oświetlenia podwieszanego sufitu. Tak to wygląda jak sobie człowiek durnie wymyśli, że a tam wprowadzamy się a potem powoli będziemy remontować i wykańczać. Najgłupszy pomysł świata, bo później tolerujemy niedoróbki, nie zauważamy niedociągnięc, a na końcu wstyd przed ludźmi :D ot motywacja, a co tam :D Koniec końców plan mam ciekawam tylko co z tego wyjdzie, ale tfu tfu nie zapeszamy :)
Zmykam tymczasem do wyrka.
P.S. Cieszę się, że odnadujecie mnie w sieci żuczki moje Kochane :* Buziaki

zmianowo

4 komentarzy
ech ostatni tydzień to totalna mega masakra. W piątek rzuciłam wypowiedzenie umowy o pracę, szlag mnie trafiał co zaczęło się dziać w pracy, do tego masa bezpodstawnych oskarżeń i głupie teksty współpracowników. Wszystko ma swój kres i moja cierpliwość również, bo ile razy można wracać zaryczaną do domu? Zdrowie mi siadało to psychiczne oczywiście i w końcu się wkur*** i powiedziałam koniec. Odrzucono moje wypowiedzenie, miała być rozmowa w poniedziałek, nie było jej. Dałam sobie spokój jak się nic nie zmieni to oficjalnym torem jutro składam raz jeszcze wypowiedzenie i kochani będę bezrobotna.
Cóż poza tym, między nami sielanka i to taka, ze hoho ;) szukamy powoli auta bo bez bryczki jak bez ręki, ale się nie napalmy zbytnio. Szukam też intensywnie jakiegoś kompletu wypoczynkowego do salonu, ale nic mi się nie podoba, a jak już mi coś w oko wpadnie to drogie jak diabli. W końcu zdecydowałam się na firanki do sypialni, znalazłam takie, które choć trochę sprostały moim wyobrażeniom. NAdal mam jednak problem z salonem. Póki co wiszą rolety, ale co dalej? Nie wiem.
Ja znowu, jak zwykle zresztą, na ostatnią chwilę zostawiłam sobie napisanie 3 rozdziału. Dzisiaj miałam wolne i „pociłam” się intensywnie czego efektem jest marne 3,5 strony :/ A czasu do niedzieli coraz mniej. Wariatka jestem jak nic, ale co tam podołam. Postanowiłam nie zmieniać poprzednich 2 rozdziałów,a niech kobita spada ja uważam że są dobre i nie będę nic mącić.
Zmykam tymczasem na filmosa i do wyrka :) 
P.S. za błędy przepraszam chyba już nie widzę wyraźnie po całym dniu wlampiania się w lapka

  • RSS