buildingamystery blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2009

pięknego, deszczowego popołudnia wracam z pracy, zachodzę na pocztę, odbieram 3 listy,a w nich madnaty każdy po 200zł i 4 punkty karne. Szczęka mi opadła i z płaczem wróciłam do domu. Dwa z nich w jednym dniu zrobione, fuck. Żebyśmy jeszcze jeździli jak wariaci, mieli super furę. 3 razy przekroczona prędkość o 23 km. Siedzę teraz zdołowana, zdjęcia z wakacji jakie otrzymałam nie nastrajają optymistycznie. Mój Ojciec się śmieje, że z naszą jazdą emerytów dostaliśmy aż 3 mandaty to musieliśmy mieć mega pecha. 
Kurcze kicha megastyczna, a my właśnie odebraliśmy piękne krzesła i stół do salonu, a do tego szafę do sypialni, nie wiem jak ja wysupłam taką gotówkę na mandaty… maaaasakra i tyle.
A co poza tym.
Miłość kwitnie, nie pamiętam żebyśmy się tak fajnie dogadywali, nawet jak się posprzeczamy to za moment się godzimy. I tak ma zostać już zawsze :) 
Teraz siedzę sobie na kanapie, popijam pyszne winko i trawię przepyszne tortille, które zrobiliśmy z Mocherkiem na obiad. Fantastycznie jest i już, nie myślę o problemach… nie myślę o problemach… nie myślę o problemach :P

tygodniowy skrót

1 komentarz
minął tydzień męczący, po pracy przymus wewnętrzny do pisania pracy, pięknie zwieńczyłam ten tydzień super 2 rozdziałami. W sobotę uczelnia, wieczorkiem imprezka u moich najukochańszych rodziców :) w niedzielę studia i du*** blada. Moja promotorka raptem zmieniła wizję mej pracy, a ja myślalam, że ją zdzielę tymi 2 rozdziałami po głowię i wyjdę z fochem. No osłabiła mnie kobieta. Nie dość, że nie czyta w ogóle tego, co napiszę to zmienia na każdym seminarium konspekt pracy i zdecydować się nie może. Powoli mnie to zaczyna denerwować, a chyba bardziej męczyć. Przy licencjacie wypracowałam fajny konspekt z promotorką, która do żadnego rozdziału nie miała żadnego zastrzeżenia a mnie się fajnie pracowało. Teraz meczę się i miotam jak mucha w pajęczynie. Najbardziej mnie irytuje fakt, że w sumie nie wiem o co jej chodzi…
ale to nic dam radę, jestem pewna, że w końcu uda mi się zadowolić mą niezdecydowaną promotorkę.
Tydzień ten choć ciężki zakończył się jednak fantastycznie. Imprezka u rodziców w gronie mojego rodzeństwa i Mocherka, było fantastycznie, mam rewelacyjnych rodziców!!! 
Piątek również przyniósł niespodziewane zmiany. We wtorek daliśmy ogłoszenie o sprzedaży auta i co tu kryć pchelątko psuło się bez przerwy, w pip pieniędzy poszło w naprawy, zmęczeni tym stanem ogłosiliśmy je do sprzedaży windując kwotę, z której możnaby trochę zejść. I tak z buforem do opustu pojawił się klient, napalony jak szczerbaty na suchary, nic mu nie przeszkadzało,z ceny zeszliśmy symbolicznie a i tak chłopak aż skakał z radości.  I tak zostaliśmy bez auta i bez problemu.
Mamy niewątpliwego pecha w kupnie aut. Zawsze trafiamy na jakiś trefny egzemplarz, ładujemy kasę, naprawiamy i gdy nam się już cierpliwośc kończy po „wtopieniu” mnóstwa kasy odpuszczamy. Powiem szczerze boję się już kupować auto z 2 ręki, na nowe nas stać nie jest, a nawet jeśli byśmy się zdecydowali to pewnie też bym się bała. Tak to już jest. Ja mam w głowie lexusa, Mocher mercedesa albo najlepiej alfę. I mesio i alfa się kurtynka psują a części drogie, a lexsus no sorry nie wydam 300 000 tysięcy na auto nawet, gdybym je miała.
hehehe także pomykam na stópkach do pracy, gubię kilogramoski po drodze i póki co firmówka Mocherka służy nam jako auto a jaaa… no cóż marzę po nocach o seksi lexusie i na tym pozostanę :)
aa nie wiem czy wiecie, ze mój Mocher choć potrafi mi ciśnienie podnieść jak nikt jest najfajniejszym facetem pod słońcem ;)
Buźka

:) sprawdzone

3 komentarzy
jak ja ubóstwiam niespodzianki :)
Tak się negatywnie nakręciłam na weekend, że upłynął zajefajnie :) Fakt, że szkoda tych dni i nie poszłam do przodu z magisterką, ale za to tak maksymalnie naładowałam akumulatorki, że dziś po pracy zdążyłam pojechać do uczelnianej biblioteki, wystałam sie najpierw w korku na drodze, potem w kolejce do „okienka”, wrócilam do domku, zjadłam obiadek, dzielnie zasiadłam do kompa i dałam czadu :D
Weekend mimo, iż momentami dla mnie ciężki, kolejna „ciężarówka” w moim otoczeniu, to śmiechom nie było końca, a już myślałam, że ciężko będzie po tak długim czasie nie widzenia się odbudować dawne relacje. Zaliczyliśmy spacer po starówce, wizytę w muzeum, napad na targowisko ciuchowe i spacerek w kroplach jesiennego deszczu.
Wieczory kinowo-imprezowe, KC24 na wszelki wypadek i balangowało się super. B zabroniłam cokolwiek pomagać, wyłożyłam ją na kanapie a sama zagoniłam facetów naszych do kuchni, by pod moim czujnym okiem powstało żarełko na biesiadę. Hehe moje zdolności przywódcze są doprawdy zaskakujące, kurczak wyszedł boski, rosołek także, ba nawet w menu były: sałatka, zapiekanki i nalesniki z masą bitej śmietany i owocami. Ja oczywiście naleśników nie tknęłam, bo sam zapach cukru mnie do szału doprowadza, ale za to cebulki marynowane i kukurydza wcinałam chyba jako jedyna :D
Goście wyjechli dziś o 1 w nocy, została mi po nich karteczka z podziękowaniami na lodówce i bardzo serdeczne i ciepłe wspomnienia. Tylko zdjątek nie mamy prawie wcale, gdyż w tym całym ferworze zapomnieliśmy o aparacie kompletnie :P
Dziś Mocher skwitował wizytę słowami: nareszcie normalni ludzie :D ale nie dziwne, że po tamtej historii tak się uprzedziliśmy. Grunt, że dziś od rana w pracy rozpierała mnie energia, dzień zleciał szybko, dużo podgoniłam pisanie pracy i jeśli utrzymam tempo to w niedzielę oddam obiecane 3 rozdziały. tfu tfu nie zapeszam
Wynurzyłam się przed chwilą z kąpieli, mnóstwo piany, mydlane serduszka, cud zapach, nabalsamowana czuję się bosko :) zaraz smerfnę do naszego mega wygodnego i najfajniejszego łózia, dam Mocherowi buziaka i poczytam książkę. Żyć nie umierać :)
za literówki przepraszam, nawet nie chce mi sie sprawdzać pisowni… wrzucam na luz i zmykam…

kolejna wizyta

1 komentarz
to jakaś plaga nooo… W czwartek odbieram telefon od mojej świadkowej i co słyszę? ano to, że jutro czyli dziś do nas przyjeżdżają i zostają na weekend wrrrrrrrrr akurat teraz kiedy ja mam wolny weekend i mogę pisać dalej magisterkę. Ech nie lubię jak mnie ktoś tak zastrzela wiadomościami. Mówiłam,że „pracuję”, że Mocher pracuje i że kiepski termin bo muszę skończyć 3 rozdziały, ale gdzie tam skwitowała, ze mam to zrobić dziś, czyli wczoraj :/
I tak dzisiaj nic nie szykuję, kompletnie żadnego żarcia nie zrobiłam, siedzę nabuzowana, bo miałam inne plany a oni mi się bez mydła na 3 noce zwalają, ale jak ja byłam w okolicach ich domu na wakacjach to nas nawet na imprezkę nie zaprosili.
Cały weekend zmarnowany, nie mam ochoty nikogo tak długo gościć a do tego nie zgadniecie, ona też jest w ciąży :( 
tak skaczę z radości.
Stwierdziłam, że nic a nic się nie naszykuję, bo byłam w pracy, jestem zmęczona i  w gruncie rzeczy nikt ich nie zapraszał.
Może to jest wredne, ale trudno. 
Niedługo będą właśnie dzwoniła, że droga masakra i w ogóle same narzekania, coś czuję,że ten weekend będzie stracony. najbardziej mi szkoda czasu, który jak człowiek jest wyspany i nie musi lecieć do pracy może poświęcić pisaniu magisterki.
I tak du*** blada.
ale nic to zaprosiłam w ramach koła ratunkowego mojego Brata i jak oni nawalą i będą narzekać to ja jak nic sobie to odbiję i niech zapomną, że im pozwolę spać w naszej sypialni. hehehehe
miłego weekendu :)
 Kantadeska,gratuluję raz jeszcze
znamy się z D. już kawałek czasu, poznałyśmy się w pracy, przyjechała do mnie na szkolenie i tak wspólny język załapałyśmy. Jawiła mi się jako osoba bezkompromisowa, wyszczekana, waląca szczerością prosto w twarz bez mrugnięcia okiem, nawet trochę chamska, ale mimo to dogadywałyśmy się. Raz imprezka u nas, raz u nich, nasi mężowie się zakumplowali i było git.
Odkąd się przeprowadziliśmy kontakt z racji odległości nieco osłabł, jednakowoż był. 
Pięknęgo poranka w sobotę, będąc w pracy odbieram telefon, dzwoni D, że za godzinę są u nas. Ja w szoku, gdyż D w 8 miesiącu ciązy tłucze się autem blisko 700km z 3 letnim dzieckiem. Myślę sobie ok, trochę masakra, bo ja w pracy, zdąże jedynie ogarnąć lekko mieszkanie i już będą.Okazało się, że z czasem nas trochę oszukała bo pojawiła się nie za godzinę a dopiero pod wieczór tego dnia, jednak niespodzianka miałam, ale inną. Przyjechała natomiast z psem! Nie pytając mnie o zdanie, wparowała z psem, a na moją sugestię, że pies będzie spał na balkonie, bo jest lipiec i ciepło, ona się obruszyła. Ok myślę sobie, nie będę wkurzać kobiety w ciąży zgodziłam się na tę jedną noc modląc się, by nic sie nie stało meblom itp. Wieczorkiem imprezka, pies załatwiał się gdzie chciał a mnie trafiał szlag. Na drugi dzień pojechaliśmy na wycieczkę po mieście, zrobiłam zakupy, kupiłam owoce ona nic, a to do niej nie podobne. Zjedliśmy obiad, była niedziela, zgodnie z tym, co mówili mieli wyjechać w poniedziałek rano. Już w niedzielę wieczorem wkurzyła mnie na maksa bo zabroniła mi palić we własnym domu, nie żebym jej w twarz dmuchała, wychodziłam do kuchni, ale i to jej nie pasowało, kazała mi wychodzić na balkon!!!! Poczułam się jakbym nie była u siebie normalnie. Ale nic to przemęczę się jeszcze te kilka godzin i z głowy, a tu suprise!!! Zostaliśmy poinformowani, że zostają jeszcze 2 dni!!!!! ja myślałam, ze z krzesła spadnę, tak siię wbijać na chatę z psem, bez zapowiedzi! Już kiedyś wpadli do nas znajomi z dziećmi 2 i 3 letnimi,na wczasy na tydzień, jeść im dawaliśmy z grzeczności, sami tuż przed ślubem mnóstwo załatwień, Mocher co dzień do pracy a Ci najeść sie nabrudzić i poszedł nad morze a ja jak ten cieć już im wtedy nie potrzebna. Zostawili po sobie pamiątke, pomazane ściany czekoladą wrrr Wracając do tematu, nie odezwałam się nic, wieczorem pościeliłam łóżka i poszliśmy spać. Rankiem obudziłam się pierwsza, wchodze do pokoju po ciuchy a tu chlap mam nogę w moczu psa!!!! Ciśnienie mi skoczyło, wchodze do łazienki i tak coś niewyraźnie widzę, zdejmuję okulary i to, co zobaczyłam myślałam,że się popłaczę, szkła porysowane, zauszniki pogryzione jedna wielka masakra. Poryczałam się… Zebrałam sie z M do pracy, 8 godzin minęlo, myślę sobie pewnie obiad zrobili, ha wpadamy na chatę a tam pusto, gosci nie ma, zostały jednak rzeczy, więc pewnie gdzieś wybyli. Zabrałam się za obiad, narobiłam kotletów na 2 dni myśląc sobie, że będę mieć z głowy. W między czasie przyjechali, ja na wejściu oznajmiłam,ze ten pies jeśli już ma przebywać w moim mieszkaniu to wyłącznie na balkonie, pokazałam im moje okulary, a właściwie to co z nich zostało. Nie odezwali się ani słowem.
Podałam obiad, kotlety na 2 dni w ilości 12sztuk poszły wszystkie!!!! Po obiedzie D. oznajmiła, że czuje się urażona i zniesmaczona i oni wyjeżdżają. No myślalam, ze padnę, w 10 minut spakowali swoje rzeczy. Na parkingu usłyszałam, że mam jej przesłać rachunek za okulary.
Minęło trochę czasu, mój budżet nie zakładał takiego wydatku, same szkła kosztują 180zł a gdzie oprawki. I tak we wrześniu zrobilam sobie okulary, bo bez nich ani pracować przy kompie nie mogę ani autem jeździć. Cały wrzesień zastanawiałam się czy wysłać D ten rachunek za okulary, bo ona wkrótce po wizycie u mnie urodziła dziecko i głupio mi było jej dowalać tym rachunkiem. jednak myślę sobie a co tam i tak bym pieniędzy nie wzięła, ciekawiła mnie jednak jej reakcja.
Któregoś razu na gg, rozmawiając wtrąciłam, że odebrałam okulary od optyka i wstawiłam jej skan, jej reakcja 1. o kur**, 2. nie mam wolnych środków. Na tym rozmowa się skończyła. Od tamtej pory się nie odzywa.
Ciekawi mnie skąd w ludziach taki tupet, ja bym nie śmiała zwalić się znajomym z dzieckiem i psem bez zapowiedzi jak również przedłużać pobyt nie pytając o zgodę. Nie wyprosiłam jej wtedy, ona się obraziła, ze jej piesek ma spac na balkonie. Wielkie mi w lipcu kimnąć się psu na balkonie, może by mu korona nie spadła z głowy. Śmieszy mnie to jak błahe pierdoły mogą poważnie zarysować przyjaźń, o ile to w ogóle przyjaźnią można nazwać skoro taka rzecz mogła ją wymazać z kart pamięci…

  • RSS