wczoraj lekko kiepski dzień, na koniec mała imprezka, rano kac :/ a przecież do pracy trzeba podnieść 4 litery, obudziłam się o 5 poszłam za potrzebą i ponownie położyłam się do naszego mega wygodnego łóżka. Mocher spał smacznie, mnie głowa bolała i tak leżąc, spoglądałam przez okno i buzia mi się sama uśmiechała. Po chwili przytuliłam się do Mocherka i było mi dobrze :) Wstał lekko po 6 z tekstem, że leci do piekarni po ciepłe bułeczki i poleciał, że też mu się chciało :) Nadal latam nad ziemią… Dziś pogatsza o booooskie czarne świeczniki z koralikami, aaaa wyglądają cudnie w naszej najwspanialszej pod słońcem sypialni. Wygmerałam też śliczne donice w kolorze fioletowym i już z następnej wypłatki będę ich posiadaczką, Nie mogę aż tak szaleć z wydawaniem ciężko wypracowanych pieniędzy, bo i „oczy” chcę sobie nowe kupić, po 3 miesiącach poszukiwań idealnych oprawek w końcu znalazłam, odłożyła mi je przemiła pani optyk i już jutro lotem ptaka poszybuję za nie zapłacić i zlecić zrobienie z odpowiednimi szkłami. Normalnie cudnie.
A jednak można bujać w obłokach :)